środa, 22 czerwca 2016
W końcu mamy dojrzałą reprezentację

Podobnie jak ja, większość z młodszych pokoleń wczoraj było świadkami historycznego wyczynu. Po trzydziestu latach Polska wychodzi z grupy po wielkiej imprezie. Nie, nie było meczu otwarcia, meczu o wszystko i meczu pożegnalnego. W końcu gramy dalej i jesteśmy w grupie najlepszych.

Szczególnie to musi cieszyć grono osób, które obserwuje poczynania kadry od kilku lat. Powiem wam, że ja reprezentację zacząłem oglądać od Mundialu w 2002 roku, więc dla mnie te czternaście lat wyłącznie bez wyjścia z grupy na wielkiej imprezie, to tak jak licznik odliczający kolejne lata bez naszego zespołu w Lidze Mistrzów. Doskonale pamiętam jak były duże nadzieje, gdy walczyliśmy na mistrzostwach świata w 2006 roku w Niemczech. Pamiętam też naszą euforię, gdy po raz pierwszy awansowaliśmy na EURO w 2008. W życiowej formie był wtedy Ebi Smolarek, można powiedzieć, że to był nasz taki Robert Lewandowski tamtejszych czasów. I co ciekawe już wtedy mówiono, że mamy najmocniejszą reprezentację od lat i dlatego nam się udało awansować na mistrzostwa Europy.

Zweryfikowały to jednak kolejne turnieje, czy też eliminacje. Zawód i kolejne "nic się nie stało" po EURO 2012 w naszym kraju i na Ukrainie. Brak awansu na Mundial w 2014 roku. Wtedy wydawało się, że wciąż stoimy w miejscu.

Jednak te dwa ciosy, które na nas spadły w mojej opinii przydały nam się. To właśnie mniej więcej w latach 2010-13 zaczął się robić zarys drużyny, która obecnie walczy we Francji. Powoli do drużyny zaczęli wkraczać tacy piłkarze jak Wojciech Szczęsny, Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Robert Lewandowski, czy Arkadiusz Milik. Od dawna uważałem, że w naszej reprezentacji jest potencjał. Już te cztery lata temu jak się spojrzało na listę klubów w jakich grają nasi zawodnicy, to robiła wrażenie.

Czego nam brakowało, by w końcu cieszyć się z jakiegoś sukcesu na dużej imprezie? W mojej ocenie - dojrzałości. Dojrzałości, którą w końcu widać chociażby w grze naszego, całego zespołu w obronie. Dojrzałości, która objawia się także w tym, że nasz odwieczny rywal i aktualny mistrz świata - Niemcy podchodzili do nas z respektem w trakcie meczu z nami. Dojrzałości, bo w końcu możemy wygrać z każdym... ale oczywiście i z każdym możemy przegrać.

W końcu można cieszyć oko patrząc na naszą reprezentację. To jest ważne. Może jeszcze trochę wkurza, że jak wygrywamy, to po 1:0, że w ofensywie brakuje nam takiej skuteczności jak z tyłu. Ale i na to przyjdzie czas. Ja mam tylko nadzieję, że jak pojawi się większa wpadka, to nie zniszczy to obecnych morale zawodników, bo takiej formy i passy jak teraz nie mieliśmy dawno, ale i upadek z wysokiego konia może bardzo boleć.

poniedziałek, 11 stycznia 2016
Judasz Hamalainen? Czy zwykły imigrant?

Przynajmniej od piątku zawrzało polską piłką, gdy poinformowano, że Kasper Hamalainen jest już w Warszawie i na pewno wzmocni Legię. Transfer stał się faktem, a dla kibiców jego poprzedniego pracodawcy - Lecha Poznań to potężny liść w policzek, żeby nie powiedzieć: cios poniżej pasa.

I w sumie nie dziwię się nim. W stolicy panuje ogólny triumf, bo znowu zagrano swojemu największemu rywalowi na nosie, a Ci nazywają Fina "Judaszem". Jednak, czy całkowicie zawinił tutaj zawodnik? Z jednej strony wypominane jemu są słowa o tym, że musi odejść z Lecha ze względu na rodzinę, ale czy fakt, że dzięki Legii stanie się najlepiej opłacanym zawodnikiem w Ekstraklasie nie poprawi bytu jego rodziny? Oczywiście, że tak! Poza tym Kasper nie był jakoś wyjątkowo związany z Lechem, to jest nie był jego wychowankiem, owszem był tam trzy i pół roku, ale także przyszedł do klubu w celach czysto zarobkowych i by się rozwinąć piłkarsko.

Myślę, że ogólnie polskim kibicom brakuje jeszcze myślenia pod kątem czysto biznesowego i tego, że zawód piłkarza jest tak jak każdy inny. Radosław Nawrot dla Sport.pl słusznie napisał o "ścianie" finansowej, która jest nie do przebicia dla Lecha, a przebiła ją Legia. Może porównywanie Legii do Bayernu Monachium, tak jak zrobił to Mateusz Borek, jest lekko przesadne, ale jeżeli Legia chce być najlepsza w lidze, to przede wszystkim powinna umieć ściągać najlepszych zawodników z rywalizujących bezpośrednio klubów. Po części pokazuje to, że jednak w jakimś tam stopniu nasza liga zbliża się do tych najlepszych zachodnich, a oczywiście brakuje jeszcze sukcesów w europejskich rozgrywkach.

Trzeba też jasno powiedzieć, że Legia jest obecnie klubem z którego rzadko czołowi zawodnicy przechodzą czy to do Lecha, Wisły, czy innych drużyn. Najlepsi piłkarze zwykle są powiązani z drużynami zagranicznymi, bo zazwyczaj tylko te mogą zaoferować coś więcej. Do polskich klubów z Legii odchodzą tylko Ci, którzy nie potrafią znaleźć dla siebie miejsca na Łazienkowskiej. A nawet już przykłady Michała Żyro, czy Arkadiusza Piecha pokazują, że nie zawsze dla rezerwowych graczy Legii inny polski klub to kusząca perspektywa.

Oczywiście chciałbym też podkreślić, że zapewne inaczej bym podchodził do tego będąc na miejscu Poznaniaka, albo gdyby chociażby taki Miroslav Radović odchodził z Legii właśnie do Lecha. Obserwując jednak piłkę w ostatnich latach nauczyłem się, że jeżeli kibicuje się jakiejś drużynie, to na jakieś transfery pojedynczych graczy trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, a zawsze trzeba zastanawiać się nad szerszą perspektywą przyszłości klubu. Kibicom Lecha radziłbym raczej powoli uspokajać się jeżeli chodzi o Hamalainena, a cieszyć się z tego, że Jan Urban stworzył drużynę, która potrafiła pozytywnie zakończyć rundę jesienną (w mojej ocenie w najlepszym stylu) i robi jednak dość logiczne transfery, jak ściągnięcie Sisiego, czy wypożyczenie słabo grającego Thomalli. Hamalainen może i będzie strzelał gole dla Legii, ale w końcu na tym polega jego zawód...

wtorek, 24 listopada 2015
Ekstraklapa?

Coraz więcej pojawia się głosów o tym, by wrócić do starego systemu rozgrywek Ekstraklasy lub też zlikwidować obecny podział na grupy i punkty po fazie zasadniczej i po prostu zwiększyć ligę do 18 zespołów. Czyżby reforma wprowadzona w 2013 roku okazała się ekstraklapą?

Zmiany w naszej lidze miały dążyć do tego, byśmy podobnie jak w innych krajach rozgrywali więcej meczów, co miało się przełożyć zarówno na poziom występów naszych drużyn na europejskim podwórku jak i zwiększyć wpływy. Przerwa letnia została skrócona tak, że trwała raptem około dwa miesiące. Gdy po pierwszym sezonie rozgrywanym w ten sposób decydowano nad przedłużeniem tego systemu nie było głosu sprzeciwu. Dlaczego zatem teraz nawet sam Zbigniew Boniek twierdzi (już w trakcie drugiego sezonu rozgrywanego tym sposobem), że reforma nie zdała egzaminu? Dlaczego nie widział problemu z terminami i przeładowaniem meczów, gdy jeszcze przed sezonem 2013/14 mówił „Urodziło nam się dziecko o imieniu: nowy regulamin ekstraklasy”?

Jest kilka aspektów przeciw temu systemowi. Przeładowanie o którym mówi Pan Prezes to jeden z nich. Sam jak rozmawiałem z niektórymi ludźmi, którzy na co dzień są związani np. z Legią Warszawą i jeżdżą  na mecze twierdzą, że tego jest po prostu za dużo. Kiedyś cały tydzień z utęsknieniem czekano na ligę, a co najwyżej w środku tygodnia rozgrywano mecze pucharowe (czy to krajowe, czy europejskie). Teraz dodając jeszcze reprezentację to mecze są rozgrywane co 3/4 dni przez kilka miesięcy. Tutaj nie tylko finanse mogą nie pozwalać na ciągłe mecze... ale także chęci. Nie dziwmy się zatem, że frekwencja spada, a największa jest tylko na tych najciekawszych spotkaniach.

Po drugie Jan Urban kilka miesięcy temu stwierdził: "Rozmawiam z kolegami w Europie i śmieją się z nas. To niepoważny, niesprawiedliwy regulamin. Nie może być tak, że faworyzuje się słabszych". Co miał na myśli? Chociażby to, że po podziale punktów i grup nawet drużyna, która była na ósmym miejscu w tabeli może nagle walczyć o europejskie puchary, a czy to jest takie pozytywne dla naszych rozgrywek? Nie przeczę, że każdy powinien mieć taką szansę, ale w europejskich rozgrywkach powinni walczyć najlepsze o to, by zdobywać punkty do rankingu, a u nas czasami dwa, góra trzy zespoły są tego gwarancją.

Polski system miał przypominać model belgijski. Tylko, że tam w dodatkowej fazie gra się rewanże, co przeciwnicy reformy uznawali za niesportowe u nas, gdy drużyny z góry tabeli rozgrywają cztery mecze u siebie i trzy na wyjeździe. 

Jedno jest pewne... ESA 37 nie zdała egzaminu. Wcale nie widzę, by nasze kluby na europejskiej arenie spisywały się lepiej. Nie widzę też, by przybywało kibiców na stadionach. Ba... śmiem twierdzić, że jest nawet trochę gorzej niż przed reformą. Jedno cieszy, że Prezes Boniek w końcu otworzył oczy... ale czy nie spowodowały tego dodatkowe środki chociażby od sponsorów czy z praw telewizyjnych? Wiadomo, kasa, misiu, kasa... 

wtorek, 29 września 2015
Pożegnanie Berga?

Gdy Henning Berg obejmował Legię Warszawa niemal dwa lata temu większość uznała to za jasny sygnał: czas budować projekt pod tytułem „Legia w Lidze Mistrzów”. W końcu przyszedł do klubu człowiek z nazwiskiem i z reputacją, w końcu polecał go sam Sir Alex Ferguson. Teraz jednak wydaje się, że przychodzi czas rozliczeń i trzeba powiedzieć sobie jasno: na tym związku skorzystał tylko sam Berg, a klub stanął w miejscu.

Dlaczego skorzystał tylko sam Norweg? Już widzę jak przy następnym pracodawcy zagranicą ktoś spogląda na Wikipedię i widzi, że trener Berg rok po roku coś osiągnął, najpierw mistrzostwo Polski, a potem Puchar Polski. Wiem, że liczy się jeszcze styl w jakim to osiągnął, ale myślę, że dla potencjalnego pracodawcy będzie to na dalszym planie, patrząc na poziom naszej ligi. A Legia? Legia od dwóch lat stoi w miejscu. Jeszcze w pierwszym sezonie nie było tak źle. Norweg dokończył pracę Jana Urbana zdobywając mistrzostwo, potem jeszcze niezłe występy w kolejnym sezonie w Lidze Europy, gdy to Legia skończyła fazę grupową na pierwszym miejscu. Jednak wszystko zaczęło się psuć od odejścia Miroslava Radovicia. Wtedy jakby całkowicie rozpadł się schemat Bergowi i z miesiąca na miesiąc, ba z tygodnia na tydzień wyglądała coraz gorzej. Ondrej Duda stał się wtedy tylko chwilowym ratunkiem…

Legia w beznadziejny sposób straciła szansę na obronę tytułu, a sposób wypowiedzi Henninga Berga na konferencjach prasowych, czy też w mediach nie pomagał mu w ocenie kibiców. Ci zaczęli też tracić cierpliwość ze względu na wyniki. Wydawało się, że Berg na chwilę ugasił pożar wygrywając dwukrotnie 4:1 z Ruchem Chorzów i z Lechią Gdańsk, jednak remis w kiepskim z tylu z Termaliką ponownie podgrzał atmosferę wokół Henninga. W końcu zaczęły się pojawiać konkretne nazwiska potencjalnych zastępców, a sam Bogusław Leśnodorski niejako potwierdza pogłoski mówiąc iż „nie są ślepi”.

Sam Berg zwodził nas od kilku miesięcy mówiąc po meczach, że „graliśmy dobrze, ale brakowało szczęścia”, albo po ostatnim meczu odpowiadając na pytanie „czemu nie możecie wygrać u siebie” krótkim „po prostu jesteśmy zbyt słabi”. Tym stwierdzeniem Norweg po raz kolejny przekreślił u mnie jakiekolwiek szanse na to, że po meczu z Napoli zostanie w klubie.

Abstrahując od tego kto zastąpi Berga kibice Legii powoli mogą cieszyć się, że jego kadencja jest coraz bliżej końca. Owszem, można go usprawiedliwić ostatnio, że przez kilka tygodni drużyna zmagała się z osłabieniami z różnych powodów. Jednak jestem przekonany, że znalazłby się taki, który obudzony o trzeciej w nocy wymieniłby co najmniej dziesięć powodów dlaczego Berg ma być zwolniony, a pełni świadomy dołożyłby kolejne piętnaście. Po prostu… czas Berga powoli się kończy. A jego pożegnanie z Warszawą raczej nie będzie zbyt miłe, będzie po prostu ulgą dla kibiców stołecznego klubu.

sobota, 25 lipca 2015
Grupa ciężka, ale do przejścia!

foto: Wikipedia

Rumunia, Dania, Czarnogóra, Armenia, Kazachstan - grupa ani wyjątkowo ciężka, ani wyjątkowo łatwa, ale jak najbardziej do przejścia. Tak można określić losowanie eliminacji mistrzostw świata 2018 w Rosji.

Przed dzisiejszym losowaniem było sporo kontrowersji zarówno jeżeli chodzi o naszą perspektywę jak i tą bardziej "światową". Ostatni mecz z Grecją spowodował iż spadliśmy z drugiego do trzeciego koszyka. Z drugiej strony losowanie odbyło się w dość wczesnym terminie, a w tle mamy nierozstrzygnięte na razie sprawy wokół zdobycia miana gospodarza mundialu przez Rosję. W końcu równie dobrze najbliższe mistrzostwa świata mogą się tam nie odbyć, więc to byłoby bezprecedensowe, gdyby np. dzisiejsze losowanie trzeba byłoby powtórzyć lub co najmniej zmienić jej wyniki.

Jednak odpuśćmy sobie ten temat, a skupmy się na naszej grupie. Grupa, która jest jak najbardziej do przejścia, choć każdy mecz może być trudny. Najważniejsze jest jednak, że nie trafiliśmy na drużyny z samej czołówki europejskiej, a mogliśmy mieć w jednej grupie np. Anglię albo Niemcy i Włochy lub Francję. Fakt iż trafiliśmy na zespoły, które jak najbardziej są w naszym zasięgu napawa optymizmem, ale też nie można popadać w hurraoptymizm. W końcu Rumunia jakimś cudem, ale jednak jest w tej pierwszej dziesiątce rankingu FIFA, a chociażby naszym klubom dość ciężko gra się z rumuńskimi rywalami. Dania też raczej nie należała do najłatwiejszych przeciwników, a Czarnogóra także potrafi zaskoczyć. Dodatkowo strasznie niewygodni piłkarze z Armenii, czy też Kazachstanu. Zwłaszcza na wyjeździe gra nam się bardzo ciężko przeciwko im.

Nie możemy jednak aż tak strasznie narzekać, bo wszyscy przeciwnicy są w naszym zasięgu, a od dawna nie mieliśmy tak komfortowej sytuacji w eliminacjach, czy to do EURO, czy na mistrzostwa świata. Oczywiście na ten moment nasz główny cel to mistrzostwa Europy 2016 we Francji. Jednak już teraz możemy powoli zacząć marzyć o tym, by w końcu wrócić do tej elity światowej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi

Miejsce na reklamę
Od kibica dla kibiców
Chelsea