środa, 09 sierpnia 2017
Obudźmy się!

Lipiec i sierpień okazały się być zabójcze dla drużyn, które poprzedni sezon Ekstraklasy zakończyły w czołówce tabeli. 

Nie dość, Arka Gdynia, Jagiellonia Białystok i Lech Poznań szybko pożegnały się z marzeniami o grze w Lidze Europy, to niemal wszyscy (póki co z wyjątkiem Arki) zakończyli także występy w Pucharze Polski. Już na 1/16. Dodać jeszcze Lechię Gdańsk i można początek kampanii nazwać istnym "pocałunkiem śmierci" dla najlepszych, polskich zespołów.

Legia Warszawa także nie najlepiej radzi sobie w lidze, ale wciąż ma szansę, by jesienią zagrać w fazie grupowej LE. Do tego dość łatwo poradziła sobie z Wisłą Puławy w 1/16 Pucharu Polski. 

Patrzę na rezultaty tych czterech klubów i można złapać się za głowę. Wiadomo, że nasza piłka nie jest w elicie europejskiej... ale to niesamowite, że najlepsze zespoły tak słabo wyglądają na starcie sezonu. W głównej mierze zawiodła polityka transferowa i najwidoczniej przygotowanie fizyczne. 

W Lechu mogą się chwalić, że na transferach zarobili kilka milionów euro... ale co z tego. Nie dość, że sprzedali kluczowych obrońców, to jeszcze większość piłkarzy których ściągnęli są z zagranicy. A wiadomo, że w naszych realiach spora grupa raczej nie sprawdza się, na 5, czy 6 zagranicznych piłkarzy zwykle wystrzeli z formą może dwóch.

Jedynie Arka z pucharowiczów wygląda dość solidnie, ale co z tego, skoro z Duńczykami także odpadła. A druga taka okazja na europejskie puchary może się długo nie trafić.

Michał Probierz ostatnio stwierdził, że musimy przestać patrzeć na polską piłkę przez różowe okulary. O ile dość często jego opinie są w centrum kpin, to tym razem trafił w dziesiątkę. Mamy potencjał, ładne opakowanie ligi... ale póki kluby są tak słabo zarządzane, to nigdy nie ustabilizujemy się na przyzwoitym poziomie. A przynajmniej dwa zespoły w pucharach na jesień to powinna być norma.

czwartek, 16 marca 2017
Idzie nowe w Legii

foto: Piotr de Bever (PiłkarskiŚwiat.com)

Wszelkie media zgodnie donoszą, że w ciągu kilku najbliższych dni właścicielem Legii Warszawa zostanie Dariusz Mioduski. Oznacza to duże zmiany w strukturach klubu, co może się odbić w przyszłości także na kształcie polityki prowadzenia głównej drużyny.

Już wiadomo, że z dotychczasowych ról w klubie zrezygnują prawdopodobnie Dominik Ebenenge (dyrektor do spraw rozwoju) i Michał Żewłakow (dyrektor sportowy). Z Łazienkowską mają pożegnać się także Jakub Szumielewicz (wiceprezes) i Jacek Mazurek (dotychczas pracujący w akademii). Może się okazać, że jedynym z obecnego składu zarządzających może pozostać Bogusław Leśnodorski. Mioduski od dawna namawiał go do pozostania w klubie w ramach współpracy. Leśnodorski zostanie w strukturach, ale prawdopodobnie jego rola zostanie zminimalizowana do funkcjonowania w radzie nadzorczej. Mioduski chciałby zostawić Leśnodorskiego, głównie ze względu na jego stosunki z kibicami. 

Nowemu właścicielowi ma zależeć na zastąpieniu dotychczasowych współpracowników zdecydowanie bardziej doświadczonymi osobami, znającymi się zarówno na zarządzaniu, jak i środowisku sportowym. Już w przeszłości Mioduski stawiał zarzuty współwłaścicielom odnośnie braku profesjonalnego podejścia w niektórych sytuacjach, tak jak gdy Legię zdyskwalifikowano z Ligi Mistrzów za wystawienie nielegalnego zawodnika w rewanżu z Celticiem Glasgow. Czara goryczy przelała się jednak jesienią, gdy podczas meczu Champions League z Borussią Dortmund doszło do bójki kiboli na trybunach. To był główny punkt zapalny w konflikcie na linii Mioduski - Maciej Wandzel i Leśnodorski.

Jeżeli chodzi o samego Wandzla, to on sam prawdopodobnie także zniknie z zarządu klubu. Nawet jeżeli zostawi sobie część akcji, to nie będzie miał żadnych funkcji decyzyjnych.

Oprócz wymiany personalu Mioduski wprowadzić ma także swoją wizję polityki transferowej. Biznesmen nie chce sytuacji, gdy wydaje się duże kwoty przy transferach, które niekoniecznie wpłyną na jakość drużyny. A jeżeli już dojdzie do wydawania wysokich kwot, to przy dofinansowaniu zagranicznych inwestorów. Mioduski liczy także na rozbudowanie akademii piłkarskiej i większe stawianie na wychowanków.

W ciągu tygodnia zapewne oficjalnie poznamy nazwisko nowego właściciela, a w ciągu kilku tygodni zostaną przeprowadzone zmiany w strukturach. Dla kibiców może być najważniejsze, że koniec końców do zmian dojdzie dość pokojowo. 

środa, 22 czerwca 2016
W końcu mamy dojrzałą reprezentację

Podobnie jak ja, większość z młodszych pokoleń wczoraj było świadkami historycznego wyczynu. Po trzydziestu latach Polska wychodzi z grupy po wielkiej imprezie. Nie, nie było meczu otwarcia, meczu o wszystko i meczu pożegnalnego. W końcu gramy dalej i jesteśmy w grupie najlepszych.

Szczególnie to musi cieszyć grono osób, które obserwuje poczynania kadry od kilku lat. Powiem wam, że ja reprezentację zacząłem oglądać od Mundialu w 2002 roku, więc dla mnie te czternaście lat wyłącznie bez wyjścia z grupy na wielkiej imprezie, to tak jak licznik odliczający kolejne lata bez naszego zespołu w Lidze Mistrzów. Doskonale pamiętam jak były duże nadzieje, gdy walczyliśmy na mistrzostwach świata w 2006 roku w Niemczech. Pamiętam też naszą euforię, gdy po raz pierwszy awansowaliśmy na EURO w 2008. W życiowej formie był wtedy Ebi Smolarek, można powiedzieć, że to był nasz taki Robert Lewandowski tamtejszych czasów. I co ciekawe już wtedy mówiono, że mamy najmocniejszą reprezentację od lat i dlatego nam się udało awansować na mistrzostwa Europy.

Zweryfikowały to jednak kolejne turnieje, czy też eliminacje. Zawód i kolejne "nic się nie stało" po EURO 2012 w naszym kraju i na Ukrainie. Brak awansu na Mundial w 2014 roku. Wtedy wydawało się, że wciąż stoimy w miejscu.

Jednak te dwa ciosy, które na nas spadły w mojej opinii przydały nam się. To właśnie mniej więcej w latach 2010-13 zaczął się robić zarys drużyny, która obecnie walczy we Francji. Powoli do drużyny zaczęli wkraczać tacy piłkarze jak Wojciech Szczęsny, Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Robert Lewandowski, czy Arkadiusz Milik. Od dawna uważałem, że w naszej reprezentacji jest potencjał. Już te cztery lata temu jak się spojrzało na listę klubów w jakich grają nasi zawodnicy, to robiła wrażenie.

Czego nam brakowało, by w końcu cieszyć się z jakiegoś sukcesu na dużej imprezie? W mojej ocenie - dojrzałości. Dojrzałości, którą w końcu widać chociażby w grze naszego, całego zespołu w obronie. Dojrzałości, która objawia się także w tym, że nasz odwieczny rywal i aktualny mistrz świata - Niemcy podchodzili do nas z respektem w trakcie meczu z nami. Dojrzałości, bo w końcu możemy wygrać z każdym... ale oczywiście i z każdym możemy przegrać.

W końcu można cieszyć oko patrząc na naszą reprezentację. To jest ważne. Może jeszcze trochę wkurza, że jak wygrywamy, to po 1:0, że w ofensywie brakuje nam takiej skuteczności jak z tyłu. Ale i na to przyjdzie czas. Ja mam tylko nadzieję, że jak pojawi się większa wpadka, to nie zniszczy to obecnych morale zawodników, bo takiej formy i passy jak teraz nie mieliśmy dawno, ale i upadek z wysokiego konia może bardzo boleć.

poniedziałek, 11 stycznia 2016
Judasz Hamalainen? Czy zwykły imigrant?

Przynajmniej od piątku zawrzało polską piłką, gdy poinformowano, że Kasper Hamalainen jest już w Warszawie i na pewno wzmocni Legię. Transfer stał się faktem, a dla kibiców jego poprzedniego pracodawcy - Lecha Poznań to potężny liść w policzek, żeby nie powiedzieć: cios poniżej pasa.

I w sumie nie dziwię się nim. W stolicy panuje ogólny triumf, bo znowu zagrano swojemu największemu rywalowi na nosie, a Ci nazywają Fina "Judaszem". Jednak, czy całkowicie zawinił tutaj zawodnik? Z jednej strony wypominane jemu są słowa o tym, że musi odejść z Lecha ze względu na rodzinę, ale czy fakt, że dzięki Legii stanie się najlepiej opłacanym zawodnikiem w Ekstraklasie nie poprawi bytu jego rodziny? Oczywiście, że tak! Poza tym Kasper nie był jakoś wyjątkowo związany z Lechem, to jest nie był jego wychowankiem, owszem był tam trzy i pół roku, ale także przyszedł do klubu w celach czysto zarobkowych i by się rozwinąć piłkarsko.

Myślę, że ogólnie polskim kibicom brakuje jeszcze myślenia pod kątem czysto biznesowego i tego, że zawód piłkarza jest tak jak każdy inny. Radosław Nawrot dla Sport.pl słusznie napisał o "ścianie" finansowej, która jest nie do przebicia dla Lecha, a przebiła ją Legia. Może porównywanie Legii do Bayernu Monachium, tak jak zrobił to Mateusz Borek, jest lekko przesadne, ale jeżeli Legia chce być najlepsza w lidze, to przede wszystkim powinna umieć ściągać najlepszych zawodników z rywalizujących bezpośrednio klubów. Po części pokazuje to, że jednak w jakimś tam stopniu nasza liga zbliża się do tych najlepszych zachodnich, a oczywiście brakuje jeszcze sukcesów w europejskich rozgrywkach.

Trzeba też jasno powiedzieć, że Legia jest obecnie klubem z którego rzadko czołowi zawodnicy przechodzą czy to do Lecha, Wisły, czy innych drużyn. Najlepsi piłkarze zwykle są powiązani z drużynami zagranicznymi, bo zazwyczaj tylko te mogą zaoferować coś więcej. Do polskich klubów z Legii odchodzą tylko Ci, którzy nie potrafią znaleźć dla siebie miejsca na Łazienkowskiej. A nawet już przykłady Michała Żyro, czy Arkadiusza Piecha pokazują, że nie zawsze dla rezerwowych graczy Legii inny polski klub to kusząca perspektywa.

Oczywiście chciałbym też podkreślić, że zapewne inaczej bym podchodził do tego będąc na miejscu Poznaniaka, albo gdyby chociażby taki Miroslav Radović odchodził z Legii właśnie do Lecha. Obserwując jednak piłkę w ostatnich latach nauczyłem się, że jeżeli kibicuje się jakiejś drużynie, to na jakieś transfery pojedynczych graczy trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, a zawsze trzeba zastanawiać się nad szerszą perspektywą przyszłości klubu. Kibicom Lecha radziłbym raczej powoli uspokajać się jeżeli chodzi o Hamalainena, a cieszyć się z tego, że Jan Urban stworzył drużynę, która potrafiła pozytywnie zakończyć rundę jesienną (w mojej ocenie w najlepszym stylu) i robi jednak dość logiczne transfery, jak ściągnięcie Sisiego, czy wypożyczenie słabo grającego Thomalli. Hamalainen może i będzie strzelał gole dla Legii, ale w końcu na tym polega jego zawód...

wtorek, 24 listopada 2015
Ekstraklapa?

Coraz więcej pojawia się głosów o tym, by wrócić do starego systemu rozgrywek Ekstraklasy lub też zlikwidować obecny podział na grupy i punkty po fazie zasadniczej i po prostu zwiększyć ligę do 18 zespołów. Czyżby reforma wprowadzona w 2013 roku okazała się ekstraklapą?

Zmiany w naszej lidze miały dążyć do tego, byśmy podobnie jak w innych krajach rozgrywali więcej meczów, co miało się przełożyć zarówno na poziom występów naszych drużyn na europejskim podwórku jak i zwiększyć wpływy. Przerwa letnia została skrócona tak, że trwała raptem około dwa miesiące. Gdy po pierwszym sezonie rozgrywanym w ten sposób decydowano nad przedłużeniem tego systemu nie było głosu sprzeciwu. Dlaczego zatem teraz nawet sam Zbigniew Boniek twierdzi (już w trakcie drugiego sezonu rozgrywanego tym sposobem), że reforma nie zdała egzaminu? Dlaczego nie widział problemu z terminami i przeładowaniem meczów, gdy jeszcze przed sezonem 2013/14 mówił „Urodziło nam się dziecko o imieniu: nowy regulamin ekstraklasy”?

Jest kilka aspektów przeciw temu systemowi. Przeładowanie o którym mówi Pan Prezes to jeden z nich. Sam jak rozmawiałem z niektórymi ludźmi, którzy na co dzień są związani np. z Legią Warszawą i jeżdżą  na mecze twierdzą, że tego jest po prostu za dużo. Kiedyś cały tydzień z utęsknieniem czekano na ligę, a co najwyżej w środku tygodnia rozgrywano mecze pucharowe (czy to krajowe, czy europejskie). Teraz dodając jeszcze reprezentację to mecze są rozgrywane co 3/4 dni przez kilka miesięcy. Tutaj nie tylko finanse mogą nie pozwalać na ciągłe mecze... ale także chęci. Nie dziwmy się zatem, że frekwencja spada, a największa jest tylko na tych najciekawszych spotkaniach.

Po drugie Jan Urban kilka miesięcy temu stwierdził: "Rozmawiam z kolegami w Europie i śmieją się z nas. To niepoważny, niesprawiedliwy regulamin. Nie może być tak, że faworyzuje się słabszych". Co miał na myśli? Chociażby to, że po podziale punktów i grup nawet drużyna, która była na ósmym miejscu w tabeli może nagle walczyć o europejskie puchary, a czy to jest takie pozytywne dla naszych rozgrywek? Nie przeczę, że każdy powinien mieć taką szansę, ale w europejskich rozgrywkach powinni walczyć najlepsze o to, by zdobywać punkty do rankingu, a u nas czasami dwa, góra trzy zespoły są tego gwarancją.

Polski system miał przypominać model belgijski. Tylko, że tam w dodatkowej fazie gra się rewanże, co przeciwnicy reformy uznawali za niesportowe u nas, gdy drużyny z góry tabeli rozgrywają cztery mecze u siebie i trzy na wyjeździe. 

Jedno jest pewne... ESA 37 nie zdała egzaminu. Wcale nie widzę, by nasze kluby na europejskiej arenie spisywały się lepiej. Nie widzę też, by przybywało kibiców na stadionach. Ba... śmiem twierdzić, że jest nawet trochę gorzej niż przed reformą. Jedno cieszy, że Prezes Boniek w końcu otworzył oczy... ale czy nie spowodowały tego dodatkowe środki chociażby od sponsorów czy z praw telewizyjnych? Wiadomo, kasa, misiu, kasa... 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Miejsce na reklamę
Od kibica dla kibiców
Chelsea